Dziś dowiecie się jak wyglądała moja kolejna wycieczka szkolna. Tym razem wybraliśmy się do Szkocji, dokładniej do Edynburga i okolic. Ze względu na okres w którym tam byliśmy, czyli koniec kwietnia/początek maja, pogoda nie za bardzo zachwycała. A czy w ogóle ona tam kiedyś zachwyca? Mimo wszystko wszyscy bawiliśmy się dobrze, bo chodziło o zwiedzenie nowego miejsca, a nie o narzekanie na wszystko dookoła. W Amsterdamie natomiast zatrzymaliśmy się na kilka godzin przed powrotem do Polski, ale tym później.
Dzisiaj przedstawię wyjazd w trochę inny sposób, ale przekonacie się za chwilę.
Dzisiaj przedstawię wyjazd w trochę inny sposób, ale przekonacie się za chwilę.
Teraz zapraszam do rozwinięcia, aby obejrzeć zdjęcia!
Dzień 1
Dzień pierwszy nie był zbytnio interesujący. Cała doba w podróży, a nawet i dłużej. Ale zacznijmy od pojazdu, który przetransportował nas z Amsterdamu do Newcastle, w Anglii. Prom DFDS pokonuje tę trasę w niecałe 16 godzin, w nocy, od 17:30 do 9:00. Każdy z nas został przydzielony do kabiny 4-osobowej, którą możecie zobaczyć poniżej. W tamtą stronę udało nam się spać w kajucie z widokiem na Morze Północne.
Dzień 2
Kolejnego dnia, po dotarciu do Newcastle, skierowaliśmy się w stronę Edynburga. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w kilku miejscach. Pierwszym z nich była granica angielsko-szkocka.
| Szkocka strona |
| W oddali widoczna jest angielska flaga, czyli miejsce granicy Anglii ze Szkocją |
Następnym przystankiem po drodze do stolicy Szkocji był Jedburgh.
Poniżej możecie zobaczyć dwa zdjęcia Jedburgh Abbey, czyli opactwa wybudowanego w 1285 roku. Mimo zniszczeń spowodowanych najazdami wroga, kościół został odrestaurowany prawie 600 lat później. W tym momencie jest jednym z najlepiej zachowanych szkockich opactw.
Później przejechaliśmy niecałe 30 km do miasteczka Melrose. Słynie ono przede wszystkim z opactwa Melrose Abbey, którego część możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Jak dobrze pamiętam, zatrzymaliśmy się tam tylko 'na chwilę', żeby zobaczyć kościół zza murów i pojechaliśmy dalej, stąd jedna fotografia.
Stamtąd pojechaliśmy prosto do ośrodka harcerskiego Bonaly, w którym zatrzymaliśmy się na kilka dni. Warunki nie były tak świetne jak na promie. W poście o obozie w Anglii [klik] wspomiałam, że nie chcę mówić o miejscu zakwaterowania, ale i tak nie było ono najgorsze. Nie mam zamiaru owijać w bawełnę i napiszę wprost, że osobiście nie polecam i lepiej zapłacić trochę więcej za lepsze warunki, ale jeśli ktoś byłby jednak zainteresowany lub ciekawy to ośrodek można zobaczyć [tutaj].
Wieczór spędziliśmy w Edynburgu. Tak naprawdę był to nasz pierwszy (jeśli w ogóle można ten spacer nazwać dniem) z dwóch dni w stolicy Szkocji, ale myślę, że wystarczający. Narzekać mogli tylko fani zakupów, gdyż na cały wyjazd mieliśmy tego dnia tylko godzinę lub półtorej czasu wolnego, nie licząc Amsterdamu.
Wybraliśmy się na spacer po mieście, by jeszcze bardziej wczuć się w szkocki klimat. Nie oczekujcie ode mnie, że podpiszę i opiszę Wam wszystkie zdjęcia, bo jednak trochę czasu już minęło, a sama wycieczka jakoś nie bardzo zapadła mi w pamięci.
Powyższy gotycki Scott Monument został wzniesiony w 1846 roku na cześć szkockiego pisarza Waltera Scotta. Pomnik pełni również funkcję tarasu widokowego, gdyż z jego kilku platform można zobaczyć centrum Edynburga.
| Zdecydowanie moje ulubione zdjęcie z tej wycieczki! |
Dzień 3
Następnego dnia przyszła pora na trochę zabawy. Jedną z głównych atrakcji stolicy jest Camera Obscura lub inaczej mówiąc "świat iluzji". Dobry sposób na odpoczynek od zwiedzania!
Poza tym z dachu można podziwiać uroki Edynburga. Zobaczcie sami.
Następnie udaliśmy się do The Scotch Whisky Heritage Centre. Podczas krótkiej przejażdżki kolejką w środku budynku zapoznaliśmy się trochę z historią i procesem powstawania szkockiej whisky. Całe szczęście nagranie zostało zaprezentowane nam w języku polskim. Potem mogliśmy spróbować słynnego wyrobu. To znaczy, my, jako jeszcze niepełnoletnie osoby dostaliśmy coś w stylu oranżady. Bez przesady! Poza tym każdy z nas mógł "poczuć" regiony produkcji whisky poprzez zapachowe kartki. Mimo czterech obszarów, najlepiej zapamiętałam tylko zapachy: Lowlands (kwiatowo-owocowy aromat, który najbardziej mi się spodobał) oraz Islay (zapach dymu, który był ewidentnie najgorszy ze wszystkich). Pozostałe dwa, czyli Speyside i Highlands kompletnie wypadły mi z pamięci.
Praktycznie na koniec został nam Edinburgh Castle wybudowany w XII wieku. Jest symbolem nie tylko miasta, ale całego kraju. Warto wspomnieć, że kaplica św. Małgorzaty znajdująca się na terenie zamku jest najstarszym budynkiem stolicy.
Nie mogło również zabraknąć widoków.
| Najbliższa ulica to główna lub jedna z ulic zakupowych w Edynburgu, tak przynajmniej mi się wydaje |
Potem jeszcze krótki spacer i powrót do ośrodka.
| Szkocki parlament |
Dzień 4
Ten dzień zapamiętałam najlepiej, ponieważ pojechaliśmy do Doliny Łez w górach Glencoe. Zdaję sobie sprawę, że kiedy pogoda jest jeszcze ładniejsza, a na dworze jest cieplej i bardziej zielono, wszystko wygląda zupełnie inaczej i na pewno jeszcze bardziej magicznie. Jednak ja, jako osoba, która kocha góry, byłam zachwycona i z chęcią wróciłabym tam jeszcze nie raz!
Mimo że pogoda podczas krótkiej wędrówki u podnóża gór jak najbardziej dopisywała to później popsuła nam plany. Kilka zabytków oglądaliśmy jedynie zza szyb autokaru. Głównym punktem miało być jezioro Loch Ness, jednak opady deszczu przeszkodziły nam chociażby w szybkim spacerze w okolicy zbiornika. Wybiegliśmy z pojazdu, by jak najszybciej dostać się do zalewu i jednocześnie jak najmniej zmoknąć. Zrobiliśmy zdjęcia i pojechaliśmy do ośrodka, bo nadszedł czas pakowania walizek i powoli również pożegnania się ze Szkocją.
Dzień 5
Niestety, nadszedł czas kiedy trzeba było wracać do Polski. Od razu po śniadaniu skierowaliśmy się do Newcastle, gdzie znów wsiedliśmy na prom. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze w Tesco, by zrobić zakupy na drogę powrotną [zdjęcie poniżej]. Następnie, tak samo jak w tą stronę, wypłynęliśmy o godzinie 17, a o 9 rano byliśmy w Amsterdamie. O tym jednak zaraz, bo przecież to już inny dzień.
![]() |
| Zakupy na powrót (na 2 osoby) |
Dzień 6
W końcu dotarliśmy do stolicy Holandii, której wyczekiwałam chyba najbardziej. Od zawsze chciałam zwiedzić Amsterdam. Tym bardziej po obejrzeniu filmu Gwiazd naszych wina. Poza tym jako fanka sportu cieszyłam się także na odwiedzenie stadionu lokalnego klubu i to właśnie tam pojechaliśmy najpierw, ponieważ mieliśmy zarezerwowanego przewodnika i musieliśmy zdążyć.
Stadion Ajaxu Amsterdam, czyli Amsterdam Arena z zewnątrz nie zrobił na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Po prostu stary budynek nadający się do remontu.
| Tak prezentuje się cały stadion. Na tym zdjęciu wygląda o wiele lepiej niż na moich, haha |
Moje zdanie o stadionie zmieniło się diametralnie kiedy tylko weszliśmy na trybuny, by zobaczyć jak obiekt prezentuje się wewnątrz. Nie jestem zbyt wielką fanką Ajaxu, więc nie wiedziałam jak wyglądają chociażby trybuny, a przed wyjazdem nie chciałam sprawdzać, bo nie byłoby takiej frajdy. Od tamtej pory mówię, że to jeden z moich ulubionych stadionów. Nie wiem czy w środku nie wygląda nawet ładniej niż Santiago Bernabéu.
| Ostatnie krzesełko należało do Arkadiusza Milika (numer 19), który w sezonie 2014/15 grał jeszcze w Ajaxie |
Czyż te trybuny nie wyglądają pięknie?
Następnie wybraliśmy się na spacer po mieście. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu, więc mało co zobaczyliśmy. Ledwo wybłagaliśmy o chyba godzinę czasu wolnego na jedzenie i zakupy. Potem już tylko do autokaru i w drogę do domu..
Szczerze mówiąc, spodziewałam się po Amsterdamie czegoś innego. Sama nie wiem czemu odczuwam niedosyt. Być może spowodowane jest to zmęczeniem po wyprawie promowej albo po prostu brakiem wystarczającego czasu na zwiedzanie. Dlatego chcę wrócić do Holandii jeszcze raz, żeby obejrzeć wszystko na spokojnie i bez stresowo.
W każdym bądź razie poniżej możecie zobaczyć kilkanaście zdjęć z tego miejsca.
Byliście kiedyś w Edynburgu lub Amsterdamie?
Albo gdziekolwiek w Szkocji czy Holandii?


Ale Ci zazdroszczę! <3
OdpowiedzUsuńZawsze chciałam pojechać do Amsterdamu, no i ten TFIOS xd